 |
MITHLOND Tolkien + fantastyka + historia = mieszanka wybuchowa? ;)
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Glorfeadel
Komanderator
Dołączył: 14 Cze 2005
Posty: 227
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Nan Elmoth
|
Wysłany: 19 Wrzesień 2005, 21:39 Temat postu: Przyjaźń (?) Sama i Froda |
|
|
Zawsze mnie irytowała relacja między tymi dwoma - niby związek braterskiej przyjaźni między dwoma facetami oparty na ideałach średniowiecznego etosu rycerskiego. Jeden za drugim wskoczył by w ogień tudzież dał się pociąć. Kazdy z nas chciałby mieć takiego przyjaciela jak Sam. Ale czy kazdy z nas chciałby miec takiego przyjaciela jak Frodo? Sam zrobiłby dla Froda wszystko, ale czy sądzicie, że Frodo byłby gotów do równie dużych poświęceń względem Sama? Co to za "przyjaźń" jeśli działa w jedną stronę? I, przepraszam bardzo, ale co to za przyjaźń, kiedy po wspólnie spędzonych wielu chwilach grozy i niedoli jeden koleś zwraca się cały czas do drugiego per "Pan"? Ja nie potrafię pojąć tej sytuacji, kiedy na stokach Orodruiny Sam zwraca się do swego kompana "Panie Frodo" a ten ciągle traktuje go z góry jak sługę. Owszem, Sam był służącym, ale czy nie uważacie, że w tej sytuacji wygląda to dość groteskowo? Ja sam fascynuję się kulturą średniowiecza, ale nawet dla mnie stosunek Sama do Froda (w kontekście tyyylu rzeczy przeżytych razem przez całą podróż) jest po prostu chory. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
Lexi
Cumowniczy

Dołączył: 16 Cze 2005
Posty: 105
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Falas... niezmiennie
|
Wysłany: 21 Wrzesień 2005, 13:37 Temat postu: |
|
|
Cóż, mnie aż tak bardzo to nie razi. Wszystko, co przeszli razem Frodo i Sam, nie czyni tego drugiego lepiej urodzonym niż był przed wyruszeniem w drogę. Sługa pozostaje sługą. Sam zaś wcale nie stara się wskoczyć na wyższy szczebel drabiny społecznej. Pozostaje sobą. W gruncie rzeczy cała ta historia go nie zmienia i w tym tkwi jego wielkość. A Frodo? Pamiętajmy, że w drodze Frodo znajduje się pod mniejszym lub większym wpływem zła, jakim emanuje pierścień. Frodo świadom jest tego, że bez Sama nie doszedłby tam, gdzie udało się dotrzeć im obydwu. Stara się wynagrodzić Samowi poniesione trudy po powrocie do domu. Ich wzajemne relacje są w książce bardzo konsekwentne i jasne. Myślę, że Sam sam nie chciałby zmian w tych relacjach. Nigdy nie próbuje tego obejść.
Razi mnie natomiast niekonsekwencja tych relacji w filmie, raz kumple, raz sługa i pan. To jest dopiero chore i nielogiczne. A już moment, w którym Frodo odprawia Sama jest jakimś totalnym nieporozumieniem.
Trudno mi powiedzieć czy Frodo zdobyłby się na tak bezkompromisową przyjaźń wobec Sama. Walka ze złem, które cały czas usiłuje go zdominować wymaga ogromnej siły ducha. Sam to rozumie, godzi się z tym i do końca pozostaje wierny. Patrzącym z boku może trudniej to zrozumieć i wydaje się, że Sam daje z siebie wszystko, podczas gdy Frodo tylko bierze. Ale Frodo niesie na barkach odpowiedzialność za tamtejszy świat, nie jest już w stanie wykrzesać z siebie więcej. To, czego musi dokonać, czego od niego oczekują wszyscy, że dokona, wymaga takiego skupienia woli, że nie wolno mu jej rozproszyć na cokolwiek innego. Każdy z nich i Frodo, i Sam, ma do wykonania pracę i każdy stara się ją wykonać jak najlepiej. Ich wzajemne relacje nie mogą tego zakłócić w żaden sposób. Modyfikowanie ich w drodze ze względu na przeżycia różnie mogłoby się skończyć. Jak zachowałby się Sam zrównany we własnym mniemaniu (to jak my to widzimy z boku nie ma tu w tej chwili znaczenia) z Frodem? Czy dziwnym byłoby, gdyby w takiej sytuacji uniósł się, w którymś momencie honorem i uznał "dosyć już wykorzystywania mnie"? I jak skończyłaby się wtedy cała historia? To się nie miało prawa zdarzyć i Gandalf nie do końca przypadkowo posłał z Frodem właśnie Sama. Wiedział, że jego prostego serca nie skuszą zaszczyty, władza ani prestiż, że pozostanie wierny swojej misji do końca, bez względu jak bardzo byłaby niewdzięczna. To nie jest chore, to jest wielkie
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Haldir o Lorien
Strażnik Złotego Boru
Dołączył: 17 Cze 2005
Posty: 126
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Bydgoszcz
|
Wysłany: 12 Październik 2005, 22:52 Temat postu: |
|
|
coz... sa rozne formy przyajzni. Tolkien zyl akurat w takich czasach, kiedy sluga/lokaj/niania/guwernant byli na porzadku dziennym wiec jemu uklad sluga-pan wydawal sie calkiem naturalny i logiczny, a przyjazn pomiedzy obydwoma byla rownie na porzadku dziennym. kto w koncu nie slyszal ze jakas mloda panienka przyjaznila sie ze swoja niania, albo ze jakis bogaty ktos przyjaznil sie ze swoimm lokajem. To tylko sposob zwracania sie do siebie. mysle ze nie ma potrzeby rozdrapywania tego. Co do zachowania Froda wobec sama, mysle ze jest to jak najbardziej usprawiedliwione, zarowno moca pierscienia jak i tym ze od dziecka byl przyzwyczajany ze Sam jest jego sluga, wiedzial ze moze sobie pozwolic na to i na tamto, czego samowi nie bylo wolno, a sluga przyjmowal to za calkiem naturalne, coz tolkien w tworzeniu profili psychologicznych swoich postaci nie mogl nie kierowac sie owczesnymi stosunaki spolecznymi
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
|